PRZECIW ŁAMANIU KONKORDATU - PODKARPACIE PYTA O LEGALNOŚĆ DZIAŁAŃ WŁADZY - OGRANICZENIA W KOŚCIOŁACH

Ostatnie jednostronne decyzje władzy państwowej o tym, co ma się dziać w świątyniach, są łamaniem Konkordatu. Nie chodzi nawet w pierwszym rzędzie o to, że są to decyzje głupie. Rzecz w tym, że podejmuje je władza państwowa, nawet bez konsultacji z biskupami.

Z tego powodu nie załatwia sprawy to, że obecnie władza państwowa z najgłupszych zarządzeń się wycofuje. Oczywistym nonsensem było ustanawianie, że w kościele, bez względu na wielkość, może być tylko pięć osób. Każdy, kto przez sekundę się nad tym zastanowił, doskonale rozumiał. Dlatego wątpliwe, czy było to w ogóle działanie w dobrej wierze.

Wycofanie się z bezsensownych regulacji nie załatwia sprawy. Trzeba ustalić, kto dopuścił się złamania Konkordatu. Doprowadzić, do wyciągnięcia konsekwencji. Tylko wtedy będziemy mieć jakąś gwarancje, iż w przyszłości nie będzie się to powtarzać. Politycy i urzędnicy pomyślą, co najmniej skonsultują z władzami kościelnymi to, co ulęgnie się w ich głowach.

Organizacje z Podkarpacia skierowały w tej sprawie apel do parlamentarzystów.

APEL DO PARLAMENTARZYSTÓW

Dbanie o dobro Kościoła, a więc wszystkich wiernych, jest w pierwszym rzędzie obowiązkiem katolików uczestniczących w życiu publicznym (parlamentarzystów) - zwłaszcza gdy chodzi o sprawy dotyczące stosunków państwo - Kościół. Od kilku tygodni władza państwowa jednostronnie, na dodatek przepisami niskiej rangi rozporządzenia decyduje o tym, co ma się dziać w kościołach. Zagadnieniem wtórnym jest, czy te decyzje są zasadne, mądre czy głupie. Istota zagadnienia sprowadza się do tego, iż ze złamaniem Konkordatu decyduje o tym jednostronnie władza państwowa. Postanowienia Konkordatu są jednoznaczne. O tym, co w świątyniach, decyduje strona kościelna (art. 1, art. 8 Konkordatu). Co prawda art. 8 ust. 5 Konkordatu przewiduje wyjątek od tych zasad, jednak bardzo trudno uznać, iż przepis ten mógłby być zastosowany obecnie. Może mamy do czynienia z zagrożeniem zdrowia i życia, ale natychmiastowe działanie z pominięciem powiadomienia Kościoła, z pewnością nie jest potrzebne. Nie jest to żadna sytuacja nagła, wymagająca natychmiastowego działania służb państwowych w taki sposób, że nie ma czasu na zawiadomienie władz kościelnych. Wobec tego katolicy mają prawo oczekiwać, iż podejmowane działania będą co najmniej wspólnymi, uzgodnionymi, strony państwowej i kościelnej.

Tym czasem, jak wynika z listu Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski skierowanego do Premiera w dniu 15 kwietnia w którym prosi o przemyślenie przyjętych rozwiązań, nic takiego nie miało miejsca. O tym, że nikt ze stroną kościelną nie konsultuje przekonaliśmy się także już następnego dnia, gdy w zapisach kolejnego rozporządzenia przewidziano, iż księża nie tylko będą musieli odprawiać Mszę św. praktycznie bez wiernych, ale na dodatek w maskach na twarzy. Dopiero kilka godzin przed wejściem rozporządzenia w życie panicznie zmieniano te nonsensowne zapisy gdy ujawniło się, jakie protesty katolików budzą.

Nie jest jasne, dlaczego strona rządowa narzuca katolikom aż tak nonsensowne rozwiązania. Jak słusznie w swym liście do Premiera zauważył Przewodniczący KEP, rząd znalazł sposób na to, by w sklepach ilość osób uzależniać od ich wielkości, a nawet w największej katedrze, jak w małym wiejskim kościółku, może być tylko pięć osób. Dyskusja o merytorycznych zapisach do drugi krok. W tej chwili należy ustalić:

1/ Intencją strony rządowej było wypowiedzenie Konkordatu przez złamanie jego zapisów?

2/ Kto odpowiada za naruszenie zasad współpracy państwa i Kościoła?

3/ Jeśli Konkordat nie został wypowiedziany, należy ustalić zasady współpracy w sytuacjach takich, jak obecna - decyzje są podejmowane wspólnie przez biskupów i rządzących, oraz ogłaszane wspólnym aktem, bądź oddzielnymi o analogicznej randze.

Należy odnieść się ze zrozumieniem do faktu, iż polscy biskupi powściągliwie działali w sprawie i dopiero Arcybiskup Stanisław Gadecki delikatnie zwrócił uwagę rządzącym na niewłaściwość ich postępowania. Zadziwia natomiast całkowity brak aktywności po stronie katolików uczestniczących w życiu publicznych. Dlatego apelujemy do posłów i senatorów o natychmiastowe podjęcie stosownych działań.

Ryszard Skotniczny, Stowarzyszenie Europa Tradycja, Kombornia

Tadeusz Matuszkiewicz, Andrzej Skowron, Klub Inteligencji Katolickiej, Mielec

Arkadiusz Iwasieczko, Spółdzielnia Socjalna Poldub, Dubiecko

Katarzyna Bednarz, Krzysztof Czeluśniak, Stowarzyszenie Jaślanie - Łączy nas Jasło, Jasło

Artur Szczepek, Instytut im. Romana Rybarskiego, Brzozów

Tomasz Filip, Nasza Bezpieczna Przyszłość, Jarosław

Jan Juszczak, Stowarzyszenia Mieszkańców Krosna, Krosno

Zamknięcie kościołów przed wiernymi, zwłaszcza na czas Świąt, rodzi wiele pytań. Niektórzy stawiają z tego powodu zarzuty biskupom i kapłanom. Trzeba jednak dobrze określić, co się właściwie wydarzyło. Dopiero wtedy wyjaśniać wątpliwości.

Władza państwowa wydała zakazy dotyczące tego, co dzieje się w kościołach, a biskupom pozostało jedynie robiąc dobrą minę do złej gry się z tym pogodzić. Dlaczego właściwie tak się stało? Co się dzieje w stosunkach państwo - Kościół, że tak to wygląda?

 Apel do parlamentarzystów

W cieniu zmagań epidemiologicznych państwo polskie postanowiło dziś uznać, iż w przypadku katolików, istnieje prawna odpowiedzialność zbiorowa. Taki jest sens wyroku Sądu Najwyższego sygn. II CSK 124/19.
To kolejne niepokojące wydarzenie, do jakiego dochodzi w ostatnich dniach. Przed chwilą państwo polskie postanowiło o drastycznym ograniczeniu użytkowaniu świątyń. Nie chodzi o to, czy w okresie epidemii kościoły powinny być zamknięte, czy nie. Problem w tym, że zadecydowała o tym władza państwa, a nie biskupi.
Wyrok Sądu Najwyższego został wydany pod pretekstem zasądzania odszkodowań za działania kapłana. Władza państwa uznała, iż w taki wypadku odszkodowania ma płacić nie tylko osoba dopuszczająca się przestępstwa, ale również wspólnota kościelna.

Nowe Otwarcie

Znaleźliśmy się na rozdrożu, co do kwestii moralnych istotnych z punktu widzenia nauczania Kościoła, a objętych przepisami prawa państwowego. Strategia realizowana przez organizacje katolickie przez ostatnie kilka lat, wyczerpała się.

Rekapitulacja:

Podobna sytuacja jak obecnie powstała w 2007 roku po porażce nowelizacji konstytucji gwarantującej standardy ochrony życia. Wówczas, podobnie jak teraz, zagrożeniem było nawet wypadnięcie postulatów moralnych z debaty publicznej, nie mówiąc o ich wprowadzeniu do porządku prawnego. Obywatelskie inicjatywy ustawodawcze podejmowane w kolejnych latach miały na celu właśnie przywrócenie debaty. Było to złe rozwiązanie, gdyż oznaczało, że środowiska katolickie nie dysponują realnym przełożeniem w sejmie (tak jak i dzisiaj politycy bali się podnosić postulaty moralne) - ale okazało się skuteczne. Debata o ochronie życia powróciła.

Niestety, później inicjatywę przejęły środowiska, które ze zbierania podpisów, marszów, uczyniły cel sam w sobie, aż po ostatnie przedsięwzięcia, które z tej procedury uczyniły mechanizm budowania podmiotowości tych środowisk przeciw całej scenie politycznej (aż po decyzję liderki, która wystąpiła w wyborach z ramienia radykalnego ugrupowania głoszącego postulat wyjścia z EU). W praktyce oznacza to najgorszą sytuację, gdy katolicy dobrowolnie definiują się jako radykalna mniejszość, a nie głos moralnej większości, co powinno być celem wszelkich działań.

Obecnie nie pozostaje nic innego, niż jak najszybsze zamknięcie dotychczasowych przedsięwzięć (zwłaszcza wobec zagrożenia używania Kościoła i znajdującego się w sejmie projektu ws. ochrony życia bezpośrednio w kampanii wyborczej właśnie z wizerunkiem radykalnej mniejszości przeciwko której będzie cała reszta wyborców, a więc i wiernych).

Metody projektów obywatelskich i marszy została wyczerpana - właśnie z powodu ich zastosowania do pozycjonowania się jako mniejszość w kontrze do wszystkich. Nowe rozwiązania powinny przede wszystkim zapewnić oddziaływanie na siły polityczne, a nie walkę z nimi wszystkimi lub próbę ustanowienia kolejnej. Nasze środowiska i organizacje powinny się zaangażować w przedsięwzięcie polegające na nakłanianiu liderów partii politycznych do składania deklaracji, iż w ich ugrupowaniach w przyszłości będzie wolność (nie będzie dyscypliny partyjnej) co do głosowania i inicjatywy w sprawach moralnych. Taką metodę stosowano przed 2011 rokiem (również przy pierwszym projekcie obywatelskim odnośnie do ochrony życia) - chcieliśmy uzyskać poparcie choćby kilku posłów w każdym klubie, a nie pozwalać na używanie naszego projektu do walk największych partii między sobą poprzez wspieranie, iż jedna jest systemowo za życiem, a druga przeciw.

Sposób w jaki przez ostatnie lata większość sejmowa porusza się w sprawach moralnych i światopoglądowych wytworzyły w wielu środowiskach przekonanie, iż jest dobry czas na zdecydowane przyspieszenie procesów laicyzacyjnych w Polsce. Na tej podstawie, wraz z nadziejami na wzmocnienie trendu od strony Europy Zachodniej zainicjowane zostało w ostatnim czasie kilka przedsięwzięć politycznych. Jednym z czołowych postulatów jest wyrzucenie lekcji religii ze szkół. Druga strona ewidentnie dąży do upartyjnienia tej kwestii, podziału społeczeństwa w tej sprawie według klucza partyjnego. To dla nich korzystne, gdyż o ile frekwencja na lekcjach religii nawet w najsłabszych pod tym względem województwach (diecezjach) jest nadal wysoka, podział partyjny przebiega dla nich korzystniej. Jasne jest, że są zainteresowani wpajaniem ludziom przekonania: kto jest za partią A, B, C powinien być przeciwko lekcjom religii w szkołach. Wejście w tę logikę uważamy za skrajnie niekorzystną (choć mogą nią być zainteresowane partie przedstawiające się jako konserwatywne). Od podziału partyjnego trzeba próbować się oderwać.

Formuła nauczania lekcji religii w polskich szkołach ma od lat charakter tymczasowy. Funkcjonuje od wielu lat, gdyż nigdy politycy nie zmierzyli się z potrzebą jasnego jej uregulowania, zwłaszcza czyniącego zadość postanowieniom Konkordatu. Obecnie pojawiają się nieodpowiedzialne próby wywołania wokół religii w szkołach konfliktu społecznego i politycznego. Dzieje się tak pomimo tego, że zdecydowana większość dzieci i rodziców chce nauczania religii, a nawet rodzice niewierzący i niepraktykujący zazwyczaj wyrażają taką wolę. Nie trudno domyślić się, iż dobro młodego człowieka, zwłaszcza w naszych czasach polega na tym, by otrzymywał informacje o wzorcach moralnych i zasadach etycznych.
W ostatnich dniach arcybiskup Wiktor Skworc  i biskup Marek Mendyk publicznie wyrażali nadzieję na wprowadzenie  obligatoryjnego  nauczania religii lub etyki we wszystkich szkołach. Tak, by każde dziecko było nauczane religii albo etyki. Jest to od dawna niezrealizowany postulat - już ponad 20 lat temu,  w lutym 1999 roku to samo stanowisko przedstawiał kard. Kazimierz Nycz, gdy swe prace rozpoczynała rządowo-kościelna komisja konkordatowa.

Oczywiście, nie chodzi o to, by zniechęcać do uczęszczania na lekcje religii. Ich zadaniem jest dostarczanie wiedzy o relacjach człowieka z Panem Bogiem, przygotowywanie do przyjmowania sakramentów i ukazywanie wzorców moralnych, które stoją u podstaw tego, czym jest cywilizacja Europejska. Jeśli nawet nie jest możliwe pielęgnowanie u młodego człowieka aspektu religijnego, alternatywą nie powinna być całkowita rezygnacja z kształtowania w tym obszarze. Potrzebne są przynajmniej lekcje etyki ukazujące cywilizacyjny wymiar etyczno-moralny. Wydaje się to być sprawą wręcz kluczową wobec zachwiania tożsamości europejskiej. Nie zdołamy zadbać o przyszłość w tym wymiarze, jeśli kolejnym pokoleniom nie zostaną przekazane wzorce moralne będące istotą europejskiej cywilizacji.

W naszej ocenie należy skupić się na budowaniu poparcia dla utrzymania chrześcijańskich norm moralnych jako podstawowych wartości Europy. Nie należy traktować  kwestii aborcji czy homozwiązków jako tematów odrębnych. Musimy wskazywać podstawy naszej chrześcijańskiej cywilizacji jako dorobek pokoleń, który nie może ustępować chwilowym modom czy fascynacji niewielkich mniejszościowych grup. Rodzina jako podstawa społeczności przestrzegającej etycznych zasad chrześcijańskich musi pozostawać niekwestionowaną podstawą funkcjonowania narodu i państwa. Wszelkie próby podważania podstawowych zasad i wartości należy rozpatrywać jako negowanie całości norm - nie można zezwalać na podważanie pojedynczych wartości. Znacznie trudniej liberalnym, lewicowym grupom będzie namówić polityków do poparcia podważenia zbioru norm wartości niż pojedynczych zasad. W obecnej sytuacji nie można już sobie pozwolić na brak reakcji wobec zmasowanych działań antychrześcijańskich podważających kolejne fundamenty na których zbudowana jest tak Europa jak i polskie państwo i narodowość. Nie można pozwolić na ustawianie w debacie polskich katolików na pozycji przeciwników “nowoczesnej” Europy. Mając świadomość, iż nasz kraj jest jednym z ostatnich bastionów mamy bardzo mało czasu aby obronić naszą cywilizację  przed laickim liberalnym lewactwem oraz ekspansją muzułmańską, która wkroczyła już do Europy.

Proponujemy zatem radykalną zmianę podejścia powiązaną z jednoznacznym, wspólnym mocnym głosem hierarchów. Kościół nie może dalej milczeć i biernie czekać na rozwój wypadków

Należy się spodziewać, iż spór moralno-cywilizacyjny w najbliższych latach będzie w Polsce trwał nadal, tocząc się na dwóch poziomach. Podstawowym jest stan świadomości Polaków. Od tego przede wszystkim zależy, czy Polska pójdzie drogą którą niestety zmierzają inne kraje: przyzwolenia dla zabijania tak przed narodzeniem jak i  osób starszych i chorych; zrównywania małżeństwa i homozwiązków; dopuszczalności homoadopcji, itd. Etyka zawarta w nauczaniu Kościoła ma kluczowe znaczenie dla zachowania tradycyjnej, stanowiącej fundament moralności Europy. Rozwinięciem nauczania Kościoła jest działalność stowarzyszeń, ruchów i wszelkich podmiotów, których cele koncentrują się na propagowaniu wartości chrześcijańskich.

Po drugie istnieje poziom prawno-polityczny, na którym przekonania moralne znajdują swój wyraz w przepisach obowiązującego prawa. Podsumowując zdarzenia w tym obszarze z ostatniej kadencji parlamentarnej stwierdzić należy, iż kwestie moralne były wykorzystywane wyłącznie propagandowo, nie nastąpiły żadne realne działania.

Przede wszystkim w ten sposób potraktowana została kwestia ochrony życia. Deklaracje bardzo wielu polityków nie przełożyły się na przyjęcie stosownych ustaw. Uzgodnienie, iż projekt zostanie przedstawiony jako obywatelski zakończyło się tym, iż dopiero po kilku latach politycy zakwestionowali jego wartość merytoryczną, nie zgłaszając zastrzeżeń na wcześniejszych etapach, gdy trzeba było to ustalać. Ostateczne uwikłanie blokujące możliwość doprowadzenia do załatwienia sprawy nastąpiło w momencie deklaracji liderki strony społecznej o kandydowaniu w wyborach z listy ugrupowań partyjnych.

W końcówce rządów koalicji PO-PSL wprowadzono do systemu prawnego bardzo ułomne moralnie regulacje dotyczące zapłodnienia pozaustrojowego. Były one wówczas mocno krytykowane przez wielu polityków obecnie rządzącego obozu. Niestety, przez całą poprzednią kadencję nie uczyniono nic, by je zmienić.

Wiele słów nawet w ostatnim czasie padło w sprawie ochrony małżeństwa i dzieci przed propagowaniem homomałżeństw i homoadopcji. Niestety, również to nie idzie w parze z realnymi działaniami. W tym samym czasie Naczelny Sąd Administracyjny działa na rzecz wprowadzenia tych rozwiązań tylnymi drzwiami, drogą orzecznictwa tego sądu. Niedawno NSA orzekł, iż w Polsce należy uznawać, iż dziecko ma dwoje rodziców tej samej płci, jeśli dopuszcza to kraj urodzenia dziecka. Mimo tego, że powołując się na podstawowe zasady prawne Rzeczypospolitej sąd ten odmawiał takich decyzji - i dopiero z końcem 2019 roku siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego uznało iż taka sytuacja jest niezgodna z polskim prawem "Nie ma możliwości, by dokonać transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia, jeśli jako rodzice widnieją w nim osoby tej samej płci ").  Jednak jak się okazuje sprawa nie została zakończona - w ostatnich dniach Poseł Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (Lewica) wystąpiła z interwencją poselską ws. nadania numeru PESEL dziecku wychowywanemu za granicą przez dwie wrocławianki będące "w związku małżeńskim " pisząc w uzasadnieniu  m.in  : "tłumaczy się to niemożnością transkrypcji aktu urodzenia dziecka, ponieważ występują w nim dwie osoby tej samej płci wpisane jako matka A i matka B" – mówiła pełnomocniczka. Dodała, że sugerowano, aby zmienić akt urodzenia w taki sposób, żeby wykreślić jedną z matek, jednak - jak zaznaczyła - takie rozwiązanie jest sprzeczne z interesem dziecka" Poseł Dziemianowicz-Bąk podkreśliła, że "obecność obojga rodziców jest zabezpieczeniem interesów dziecka". "Z faktu bycia rodzicem wynika szereg obowiązków, w tym alimentacyjne czy obowiązek opieki. Sugestie, że należy pozbawić dziewczynkę zabezpieczenia ze strony jednego z rodziców są karygodne".

Mamy więc do czynienia z kolejną próbą wymuszenia pod płaszczykiem walki o dobro finansowe dziecka  określenia poprzez orzecznictwo sądów, iż rodzicami dziecka mogą być dwie matki lub dwóch ojców...

W uzasadnieniu innego orzeczenia NSA stwierdził, iż polska Konstytucja nie sprzeciwia się wprowadzeniu homozwiązków, mimo oczywiście odmiennego brzmienia postanowień ustawy zasadniczej.

Niestety - te próby zmian drogą orzecznictwa przepisów Konstytucji, nie spotkały się z żadną reakcją władzy ustawodawczej, polityków.

Chorwacki Trybunał Konstytucyjny orzekł, rodzicielstwo zastępcze powinno być dostępne dla par jednopłciowych - to przestroga, że orzekanie trybunałów konstytucyjnych w sprawach moralnych, jest zawsze ryzykiem. Jeśli można oczekiwać, iż jakieś rozwiązanie przyjmie wprost władza ustawodawcza, jest to znacznie bardziej bardziej transparentny i stabilny sposób działania. Dlatego źle się stało, iż polscy posłowie znowu próbują uciekać od odpowiedzialności w sprawie ochrony życia i rodziny, chowając się za plecami polskiego TK.

Przyczynę tego stanu rzeczy upatrujemy w upartyjnieniu kwestii moralnych. Stały się one niestety przedmiotem partyjnych rozgrywek a okazało się, iż żadna z partii nie traktuje ich serio, jak dla siebie najważniejszych. Stąd widoczne jest głównie zainteresowanie w manipulowaniu nimi dla podniecania emocji politycznych, a brak jest działań mających na celu ich realne załatwienie.

Taka diagnoza determinuje pogląd o konieczności zmiany strategii realizowanej przez organizacje społeczne, konieczność powrotu do tej, która była realizowana przed kilkoma laty. Postulaty moralne nie powinny być amunicją dla przeciwstawiania jednej partii drugiej. Należy powrócić do modelu poszukiwania poparcia dla takich projektów ustaw u polityków we wszystkich partiach ze świadomością, iż w każdym ugrupowaniu znajdą one zwolenników, ale zapewne w ostatnich rzędach, wśród szeregowych posłów mających faktycznie kontakt z wyborcami, a nie wśród liderów partyjnych, których stosunek do tych spraw nie różni się nadmiernie we wszystkich partiach. Taka ocena sytuacji wypływa ze świadomości, iż większość Polaków posiada w tych sprawach inne poglądy, niż elity polityczne dużo bardziej moralnie indyferentne i skłonne do instrumentalnego traktowania każdej sprawy dla korzyści partyjnych, również kwestii moralnych.

To dlatego nie jest korzystne upartyjnianie kwestii moralnych, gdyż ponadpartyjna moralna większość zostaje podzielona partyjnie ze szkodą dla możliwości wyartykułowania poparcia np. dla braku zgody na aborcję w przypadku podejrzenia zespołu Downa. Opowiada się za tym większość Polaków ale tylko tak długo, jak sprawa nie zostanie połączona z poparciem dla tej czy innej partii politycznej.

Nasza organizacja nieustannie postuluje, by w tej sytuacji w najbliższym czasie skoncentrować się nie na przekonywaniu lidera tej czy innej partii. Ze strony partyjnych liderów wystarczy nam, jeśli zagwarantują, że w ich ugrupowaniach nie będzie obowiązywać dyscyplina partyjna w sprawach moralnych. Na nakłonieniu liderów partyjnych do takich deklaracji będziemy się obecnie koncentrować.

Podobny dylemat dotyczy szerszego otoczenia cywilizacyjnego. Dotychczas poprzestawaliśmy najczęściej na prostej diagnozie, iż kierunek Europy Zachodniej jest nieodpowiedni i taka krytyka była dostatecznym wyjaśnieniem. Wraz ze wzmożeniem sporu o przyszłość Unii Europejskiej przestało to już wystarczać. Polityczne przełożenie takiej recepcji oznacza bowiem postulat polexitu. Problem w tym, iż nie chce tego zdecydowana większość Polaków. Znowu i w tym zakresie powstaje więc sytuacja, gdy możliwe staje się polityczno-partyjne odwodzenie Polaków od zasad moralnych pod pretekstem, iż ich porzucenie jest warunkiem pozostania w Unii.

W tej sytuacji nie można poprzestać na dotychczasowej strategii prostej negacji.

Świadomość, iż Polska w najbliższym czasie pozostanie w Unii, choćby z tego powodu, że chce tego większość Polaków, automatycznie prowadzi do dalszych wniosków. Jeśli chcemy zachowania tradycyjnej moralności w Polsce, musimy o to walczyć na szerszym polu, niż tylko krajowe. Czy nie do tego właśnie wzywał nas Jan Paweł II? Przecież to on zalecał nam wstąpienie do Unii Europejskiej ale po to, by wzmacniać tam chrześcijańskie korzenie Europy? Oczywiście, to postawa dużo trudniejsza niż całkowita negacja obecnej Europy i postulat wystąpienia z Unii. Wielu może nawet twierdzić, iż takie ambicje są nierealne.

Z drugiej strony jednak brak jest alternatywy, jeśli uznajemy po pierwsze, iż nie da się inaczej połączyć troski o wymiar moralny społeczeństwa z poglądami Polaków na temat Unii, a po drugie brak nawet gospodarczej alternatywy dla obecności Polski w Unii w chwili obecnej.

Należy skupić się na obronie podstawowych wartości chrześcijańskich, tak aby poszczególne istotne kwestie przestały być przedstawiane w oderwaniu od podstawowych norm etycznych wypracowanych przez pokolenia.

W imieniu Stowarzyszenia Europa Tradycja

Ryszard Skotniczny, Prezes

8.II.2020r.

Apel o uregulowanie formuły nauczania religii i etyki w szkołach

Formuła nauczania lekcji religii w polskich szkołach ma od lat charakter tymczasowy. Funkcjonuje  od wielu lat, gdyż nigdy politycy nie zmierzyli się z potrzebą jasnego jej uregulowania, zwłaszcza czyniącego zadość postanowieniom Konkordatu. Obecnie pojawiają się nieodpowiedzialne próby wywołania wokół religii w szkołach konfliktu społecznego i politycznego. Dzieje się tak pomimo tego, że zdecydowana większość dzieci i rodziców chce nauczania religii, a nawet rodzice niewierzący i niepraktykujący zazwyczaj wyrażają taką wolę. Nie trudno domyślić się, iż dobro młodego człowieka, zwłaszcza w naszych czasach polega na tym, by otrzymywał informacje wzorcach moralnych i zasadach etycznych.

W ostatnich dniach arcybiskup Wiktor Skworc publicznie wyraził nadzieję na wprowadzenie  obligatoryjnego  nauczania religii lub etyki we wszystkich szkołach. Tak, by każde dziecko było nauczane religii albo etyki. Jest to od dawna niezrealizowany postulat - już ponad 20 lat temu,  w lutym 1999 roku to samo stanowisko przedstawiał kard. Kazimierz Nycz, gdy swe prace rozpoczynała rządowo-kościelna komisja konkordatowa.

Oczywiście, nie chodzi o to, by zniechęcać do uczęszczania na lekcje religii. Ich zadaniem jest dostarczanie wiedzy o relacjach człowieka z Panem Bogiem, przygotowywanie do przyjmowania sakramentów i ukazywanie wzorców moralnych, które stoją u podstaw tego, czym jest cywilizacja Europejska. Jeśli nawet nie jest możliwe pielęgnowanie u młodego człowieka aspektu religijnego, alternatywą nie powinna być całkowita rezygnacja z kształtowania w tym obszarze. Potrzebne są przynajmniej lekcje etyki ukazujące cywilizacyjny wymiar etyczno-moralny. Wydaje się to być sprawą wręcz kluczową wobec zachwiania tożsamości europejskiej. Nie zdołamy zadbać o przyszłość w tym wymiarze, jeśli kolejnym pokoleniom nie zostaną przekazane wzorce moralne będące istotą europejskiej cywilizacji.

Nasze stowarzyszenie Europa Tradycja apeluje do parlamentarzystów Podkarpacia o podjęcie działań na rzecz jak najszybszego uporządkowania opisanych spraw.

Z poważaniem,

Ryszard Skotniczny
Prezes Stowarzyszenia Europa Tradycja

9 stycznia 2020r.


Europa Tradycja

Stowarzyszenie Europa Tradycja

mail: stowarzyszenie@europatradycja.pl      

Numer KRS: 0000763858

Konto bankowe nr: 66109025900000000149616847  

2023, EuropaTradycja.pl