Tomasz Krzyżak wyraził obawę, iż pewne uderzające w zbyt emocjonalny ton wystąpień hierarchów może być wykorzystywane dla rozgrywki politycznej - co jest szkodliwe z punktu widzenia celów, jakie biskupi prawdopodobnie chcieli osiągać. Być może najlepszym potwierdzeniem obaw redaktora Rzeczpospolitej był frontalny atak jaki skierowano przeciwko niemu w jednym z mieniących się na prawicowe mediów. Spór ten jest bardzo charakterystyczny dla istoty tego, co dzieje się w Polsce.
Dla rozstrzygnięcia tego sporu należałoby wziąć pod uwagę następujący aspekt. Politycy m.in. partii rządzącej bardzo chętnie wypowiadają się nawet w najbardziej radykalnej formie w sprawach takich jak sprzeciw wobec tzw. parad równości, prawnej regulacji związków homoseksualnych, czy wcześniej takich zagadnień moralnych jak ochrona życia. Problem jednak w tym, że za emocjonalnymi, propagandowymi wystąpieniami nie idą realne działania. W tym samym czasie bowiem sądy wydają orzeczenia zmierzające wprost do tego, by dopuścić homozwiązki i homoadopcję w polskim prawie. Nie mówiąc już o tym, co od początku kadencji działo się w sprawie ochrony życia. Sprawa ta ostatecznie została wiele miesięcy temu zepchnięta do niby specjalnej komisji, która jednak nigdy jakoś nie podjęła realnych prac.
Wszystko to należy uznać za niepokojące biorąc pod uwagę drogę, jaką wcześniej przemierzyły kraje Zachodu. Tam również na pewnym etapie biskupi (we Francji, Włoszech czy Hiszpanii) decydowali się na organizowanie bardzo emocjonalnych ulicznych wystąpień. Bardzo szybko później następowało to, przeciw czemu protestowano - przede wszystkim akceptacja przez prawo homozwiązków zrównywanych z normalnymi małżeństwami. Trzeba jednak zauważyć, iż działo się to w sytuacji, gdy rzeczywiście większość opinii publicznej odwracała się już od uznawania zasad moralnych, które w cywilizacji europejskiej wyrosły z chrześcijaństwa. Tymczasem w Polsce, jak nawet pokazują niedawne sondaże, wciąż większość wypowiada się przeciw np. zrównania małżeństw i związków homoseksualnych, nie mówiąc już o homoadopcji. Skoro tak, potrzebne jest nie tyle wzmożenie emocjonalne, co doprowadzenie, by zasady moralne znalazły właściwe umocnienie w prawie. Podejmowanie działań, jakby katolicy byli już mniejszością w Polsce, może być w takiej sytuacji korzystne z punktu widzenia partyjnego, jest natomiast wręcz kontrskuteczne z punktu widzenia troski o respektowanie zasad moralności.
Charakterystyczne, iż w ostatnich dniach prezes partii rządzącej na zadane mu w tej sprawie pytanie odpowiedział, iż nie ma możliwości przyjmowania rozwiązań ustawowych, gdyż będą one kwestionowane przez Unię Europejską. Przypomnijmy, iż św. Jan Paweł II sugerował Polakom przystąpienie do Unii właśnie po to, by być strażnikiem dziedzictwa chrześcijańskiej tradycji. Naszym zdaniem w obecnych realiach powinno to oznaczać śmiałe działania na rzecz uzyskania uznania prawa Polski do pozostania przy swej tradycji, jasnego stanowiska, iż nasza obecność w Unii nie oznacza konieczności akceptacji prawnego zrównania małżeństwa z innymi rodzajami związków, czy homoadopcji. W dalszej kolejności mogłoby nastąpić przekonywanie społeczeństw Europejskich do tego, iż w tych sprawach poszli w złym kierunku.
Jak się wydaje, podjęciu takich działań nic nie stoi na przeszkodzie. Obecna partia rządząca posiada jedną z największych w Unii reprezentację w Parlamencie Europejskim. Niemal równie liczna jest polska delegacja w największym ugrupowaniu Parlamentu Europejskiego - Europejskiej Partii Ludowej, odwołującej się przecież do chrześcijańskich korzeni Europy.
Uważamy, iż kwestie moralne nie powinny być pretekstem dla toczenia emocjonalnych wojen, budowania partyjnej propagandy. Wręcz przeciwnie, należy podjąć realne działania. Polscy posłowie do Parlamentu Europejskiego powinni uzyskać na forach tej instytucji zapewnienie, iż Polska nie będzie poddawana naciskom w sprawie wprowadzenia homomałżeństw i homoadopcji, a przynajmniej zapewnienie powinno zostać uzyskane w ramach EPP. W prawie krajowym należy natychmiast uchwalić ustawę niwelującą orzecznictwo sądów oznaczające akceptację w polskim prawie homozwiązków i homoadopcji, oraz uniemożliwiającą takie ekscesy orzecznicze na przyszłość. Należy także w trybie pilnym przyjąć ustawę dającą społecznościom lokalnym realną możliwość obrony swej przestrzeni publicznej przed szerzeniem treści, uważanych przez gospodarzy za propagowanie niemoralności.

STOP RADYKAŁOM!

Radykalne środowiska próbujące występować w imieniu polskich katolików, realizują kolejny odcinek tego samego scenariusza. Chodzi o lansowanie projektów ustaw bardzo słabych merytorycznie od strony prawnej, ale zawierających zapisy, które gwarantują mocną reakcję lewicy i permanentną awanturę polityczną i medialną. Chodzi oczywiście o projekt "Stop pedofilii".
Szczegółowe analizy braków prawnych tego przedłożenia zostały już opublikowane. Pozostańmy więc na zastrzeżeniu najbardziej generalnym - prawo karne to nie jest optymalny sposób rozwiązywania wszelkich nieprawidłowości.
Co jednak ważniejsze. Metoda maksymalnego radykalizowania każdego sporu moralnego, najlepiej aż po demonstrowanie wiernych z biskupami na ulicach, była ćwiczona w kolejnych krajach Europy Zachodniej. Każdorazowo kończyło się tak samo. W pewnym momencie następuje tąpnięcie polityczne, po którym lewica realizuje wszystkie swoje postulaty. Wzorcowy przykład to Hiszpania po upadku rządów Aznara. Czy w Polsce nie będzie dokładnie tak samo, gdy PiS-owi zabraknie sił? Ta perspektywa już przecież rysuje się na horyzoncie.
Mechanizm działa w ten sposób z kilku powodów. Jeden jest taki, że jeśli katolicy na czele z biskupami sami przedstawiają się jako radykalna mniejszość, to w końcu nią zostają. Większość ludzi bowiem niechętnie przyłącza się do obozu posługującego się maksymalnie zradykalizowanymi hasłami. Na dodatek te hasła wcale przecież nie realizują nauczania Kościoła. Celem Kościoła nie jest zwalczanie homoseksualistów, czy kogokolwiek, tylko głoszenie swej pozytywnej prawdy religijnej i moralnej. Jeśli natychmiast nie zmienimy metod działania, nasi biskupi nie przestaną legitymować działań oszalałych radykałów zmierzających tylko do maksymalizacji konfliktu, skończymy jak inne kraje Europy Zachodniej, gdzie realizowano tę sama strategię.

Szanowny Pan Bartosz Romowicz
Burmistrz Ustrzyk Dolnych
Szanowny Panie Burmistrzu,
trudno było się spodziewać, iż niektóre szczególnie niepokojące trendy światopoglądowe wystąpią również na Podkarpaciu co z zaskoczeniem musimy niestety odnotować. O formule lekcji religii można dyskutować, lecz dla zdecydowanej większości Polaków jest oczywiste, iż ich obecność w szkołach powinna być gwarancją zachowania moralnego i cywilizacyjnego fundamentu naszej społeczności.  Niestety nie  brzmi wiarygodnie informacja, iż ktoś chce ograniczenia religii w szkołach z powodów finansowych. We wszystkich takich przypadkach kontekst był bardzo czytelny - tam, gdzie domagano się wyprowadzenia religii ze szkół, zaraz pojawiały się działania mające na celu  wprowadzenie  przekazywania dzieciom i młodzieży niemoralności - i na to nagle środki się znajdywały...
Jednak stanowisko Pana Burmistrza przekazane w piśmie do arcybiskupa przyjęliśmy ze zdumieniem przede wszystkim z innego powodu. Siła samorządu istnieje gdy wyraża poglądy mieszkańców. Władza samorządowców znajduje silne oparcie w głosach mieszkańców, którzy głosują w tym przypadku nie na ludzi, których często znają tylko z ekranów telewizorów, ale właśnie z codziennych kontaktów, spotykając swych włodarzy, burmistrzów i radnych codziennie na ulicach swoich miejscowości. Tego właśnie w piśmie Pana Burmistrza brakuje. Pan Burmistrz nawet nie próbuje powoływać się na to, iż likwidacji lekcji religii mieliby się domagać mieszkańcy Ustrzyk Dolnych, czy reprezentujący ich radni. Tym większe pojawia się podejrzenie, iż Pan Burmistrz realizuje przedsięwzięcie ideologiczne, dla którego argumenty finansowe stają się mało wiarygodnym pretekstem.
Nasze stowarzyszenie zajmuje się kwestią nauczania religii, szczególnie w aspekcie ataków światopoglądowych, od dłuższego czasu. Wzywamy Pana Burmistrza do refleksji i wycofania z tego zaskakującego pomysłu. Akcja przeprowadzona przez Pana Burmistrza dostarczyła rozgłosu medialnego, w skali nawet ogólnopolskiej.  Jesteśmy jednak przekonani, iż nie wyraża Pan Burmistrz w tym względzie poglądów rodziców, mieszkańców Ustrzyk Dolnych.
Ryszard Skotniczny
Prezes Stowarzyszenia Europa Tradycja
27 listopada, 2019r.

Apel o uregulowanie formuły nauczania religii i etyki w szkołach

Formuła nauczania lekcji religii w polskich szkołach ma od lat charakter tymczasowy. Funkcjonuje  od wielu lat, gdyż nigdy politycy nie zmierzyli się z potrzebą jasnego jej uregulowania, zwłaszcza czyniącego zadość postanowieniom Konkordatu. Obecnie pojawiają się nieodpowiedzialne próby wywołania wokół religii w szkołach konfliktu społecznego i politycznego. Dzieje się tak pomimo tego, że zdecydowana większość dzieci i rodziców chce nauczania religii, a nawet rodzice niewierzący i niepraktykujący zazwyczaj wyrażają taką wolę. Nie trudno domyślić się, iż dobro młodego człowieka, zwłaszcza w naszych czasach polega na tym, by otrzymywał informacje wzorcach moralnych i zasadach etycznych.

W ostatnich dniach arcybiskup Wiktor Skworc publicznie wyraził nadzieję na wprowadzenie  obligatoryjnego  nauczania religii lub etyki we wszystkich szkołach. Tak, by każde dziecko było nauczane religii albo etyki. Jest to od dawna niezrealizowany postulat - już ponad 20 lat temu,  w lutym 1999 roku to samo stanowisko przedstawiał kard. Kazimierz Nycz, gdy swe prace rozpoczynała rządowo-kościelna komisja konkordatowa.

Oczywiście, nie chodzi o to, by zniechęcać do uczęszczania na lekcje religii. Ich zadaniem jest dostarczanie wiedzy o relacjach człowieka z Panem Bogiem, przygotowywanie do przyjmowania sakramentów i ukazywanie wzorców moralnych, które stoją u podstaw tego, czym jest cywilizacja Europejska. Jeśli nawet nie jest możliwe pielęgnowanie u młodego człowieka aspektu religijnego, alternatywą nie powinna być całkowita rezygnacja z kształtowania w tym obszarze. Potrzebne są przynajmniej lekcje etyki ukazujące cywilizacyjny wymiar etyczno-moralny. Wydaje się to być sprawą wręcz kluczową wobec zachwiania tożsamości europejskiej. Nie zdołamy zadbać o przyszłość w tym wymiarze, jeśli kolejnym pokoleniom nie zostaną przekazane wzorce moralne będące istotą europejskiej cywilizacji.

Nasze stowarzyszenie Europa Tradycja apeluje do parlamentarzystów Podkarpacia o podjęcie działań na rzecz jak najszybszego uporządkowania opisanych spraw.

Z poważaniem,

Ryszard Skotniczny
Prezes Stowarzyszenia Europa Tradycja

9 stycznia 2020r.

Nowe Otwarcie

Znaleźliśmy się na rozdrożu, co do kwestii moralnych istotnych z punktu widzenia nauczania Kościoła, a objętych przepisami prawa państwowego. Strategia realizowana przez organizacje katolickie przez ostatnie kilka lat, wyczerpała się.

Rekapitulacja:

Podobna sytuacja jak obecnie powstała w 2007 roku po porażce nowelizacji konstytucji gwarantującej standardy ochrony życia. Wówczas, podobnie jak teraz, zagrożeniem było nawet wypadnięcie postulatów moralnych z debaty publicznej, nie mówiąc o ich wprowadzeniu do porządku prawnego. Obywatelskie inicjatywy ustawodawcze podejmowane w kolejnych latach miały na celu właśnie przywrócenie debaty. Było to złe rozwiązanie, gdyż oznaczało, że środowiska katolickie nie dysponują realnym przełożeniem w sejmie (tak jak i dzisiaj politycy bali się podnosić postulaty moralne) - ale okazało się skuteczne. Debata o ochronie życia powróciła.

Niestety, później inicjatywę przejęły środowiska, które ze zbierania podpisów, marszów, uczyniły cel sam w sobie, aż po ostatnie przedsięwzięcia, które z tej procedury uczyniły mechanizm budowania podmiotowości tych środowisk przeciw całej scenie politycznej (aż po decyzję liderki, która wystąpiła w wyborach z ramienia radykalnego ugrupowania głoszącego postulat wyjścia z EU). W praktyce oznacza to najgorszą sytuację, gdy katolicy dobrowolnie definiują się jako radykalna mniejszość, a nie głos moralnej większości, co powinno być celem wszelkich działań.

Obecnie nie pozostaje nic innego, niż jak najszybsze zamknięcie dotychczasowych przedsięwzięć (zwłaszcza wobec zagrożenia używania Kościoła i znajdującego się w sejmie projektu ws. ochrony życia bezpośrednio w kampanii wyborczej właśnie z wizerunkiem radykalnej mniejszości przeciwko której będzie cała reszta wyborców, a więc i wiernych).

Metody projektów obywatelskich i marszy została wyczerpana - właśnie z powodu ich zastosowania do pozycjonowania się jako mniejszość w kontrze do wszystkich. Nowe rozwiązania powinny przede wszystkim zapewnić oddziaływanie na siły polityczne, a nie walkę z nimi wszystkimi lub próbę ustanowienia kolejnej. Nasze środowiska i organizacje powinny się zaangażować w przedsięwzięcie polegające na nakłanianiu liderów partii politycznych do składania deklaracji, iż w ich ugrupowaniach w przyszłości będzie wolność (nie będzie dyscypliny partyjnej) co do głosowania i inicjatywy w sprawach moralnych. Taką metodę stosowano przed 2011 rokiem (również przy pierwszym projekcie obywatelskim odnośnie do ochrony życia) - chcieliśmy uzyskać poparcie choćby kilku posłów w każdym klubie, a nie pozwalać na używanie naszego projektu do walk największych partii między sobą poprzez wspieranie, iż jedna jest systemowo za życiem, a druga przeciw.

Sposób w jaki przez ostatnie lata większość sejmowa porusza się w sprawach moralnych i światopoglądowych wytworzyły w wielu środowiskach przekonanie, iż jest dobry czas na zdecydowane przyspieszenie procesów laicyzacyjnych w Polsce. Na tej podstawie, wraz z nadziejami na wzmocnienie trendu od strony Europy Zachodniej zainicjowane zostało w ostatnim czasie kilka przedsięwzięć politycznych. Jednym z czołowych postulatów jest wyrzucenie lekcji religii ze szkół. Druga strona ewidentnie dąży do upartyjnienia tej kwestii, podziału społeczeństwa w tej sprawie według klucza partyjnego. To dla nich korzystne, gdyż o ile frekwencja na lekcjach religii nawet w najsłabszych pod tym względem województwach (diecezjach) jest nadal wysoka, podział partyjny przebiega dla nich korzystniej. Jasne jest, że są zainteresowani wpajaniem ludziom przekonania: kto jest za partią A, B, C powinien być przeciwko lekcjom religii w szkołach. Wejście w tę logikę uważamy za skrajnie niekorzystną (choć mogą nią być zainteresowane partie przedstawiające się jako konserwatywne). Od podziału partyjnego trzeba próbować się oderwać.

Formuła nauczania lekcji religii w polskich szkołach ma od lat charakter tymczasowy. Funkcjonuje od wielu lat, gdyż nigdy politycy nie zmierzyli się z potrzebą jasnego jej uregulowania, zwłaszcza czyniącego zadość postanowieniom Konkordatu. Obecnie pojawiają się nieodpowiedzialne próby wywołania wokół religii w szkołach konfliktu społecznego i politycznego. Dzieje się tak pomimo tego, że zdecydowana większość dzieci i rodziców chce nauczania religii, a nawet rodzice niewierzący i niepraktykujący zazwyczaj wyrażają taką wolę. Nie trudno domyślić się, iż dobro młodego człowieka, zwłaszcza w naszych czasach polega na tym, by otrzymywał informacje o wzorcach moralnych i zasadach etycznych.
W ostatnich dniach arcybiskup Wiktor Skworc  i biskup Marek Mendyk publicznie wyrażali nadzieję na wprowadzenie  obligatoryjnego  nauczania religii lub etyki we wszystkich szkołach. Tak, by każde dziecko było nauczane religii albo etyki. Jest to od dawna niezrealizowany postulat - już ponad 20 lat temu,  w lutym 1999 roku to samo stanowisko przedstawiał kard. Kazimierz Nycz, gdy swe prace rozpoczynała rządowo-kościelna komisja konkordatowa.

Oczywiście, nie chodzi o to, by zniechęcać do uczęszczania na lekcje religii. Ich zadaniem jest dostarczanie wiedzy o relacjach człowieka z Panem Bogiem, przygotowywanie do przyjmowania sakramentów i ukazywanie wzorców moralnych, które stoją u podstaw tego, czym jest cywilizacja Europejska. Jeśli nawet nie jest możliwe pielęgnowanie u młodego człowieka aspektu religijnego, alternatywą nie powinna być całkowita rezygnacja z kształtowania w tym obszarze. Potrzebne są przynajmniej lekcje etyki ukazujące cywilizacyjny wymiar etyczno-moralny. Wydaje się to być sprawą wręcz kluczową wobec zachwiania tożsamości europejskiej. Nie zdołamy zadbać o przyszłość w tym wymiarze, jeśli kolejnym pokoleniom nie zostaną przekazane wzorce moralne będące istotą europejskiej cywilizacji.

W naszej ocenie należy skupić się na budowaniu poparcia dla utrzymania chrześcijańskich norm moralnych jako podstawowych wartości Europy. Nie należy traktować  kwestii aborcji czy homozwiązków jako tematów odrębnych. Musimy wskazywać podstawy naszej chrześcijańskiej cywilizacji jako dorobek pokoleń, który nie może ustępować chwilowym modom czy fascynacji niewielkich mniejszościowych grup. Rodzina jako podstawa społeczności przestrzegającej etycznych zasad chrześcijańskich musi pozostawać niekwestionowaną podstawą funkcjonowania narodu i państwa. Wszelkie próby podważania podstawowych zasad i wartości należy rozpatrywać jako negowanie całości norm - nie można zezwalać na podważanie pojedynczych wartości. Znacznie trudniej liberalnym, lewicowym grupom będzie namówić polityków do poparcia podważenia zbioru norm wartości niż pojedynczych zasad. W obecnej sytuacji nie można już sobie pozwolić na brak reakcji wobec zmasowanych działań antychrześcijańskich podważających kolejne fundamenty na których zbudowana jest tak Europa jak i polskie państwo i narodowość. Nie można pozwolić na ustawianie w debacie polskich katolików na pozycji przeciwników “nowoczesnej” Europy. Mając świadomość, iż nasz kraj jest jednym z ostatnich bastionów mamy bardzo mało czasu aby obronić naszą cywilizację  przed laickim liberalnym lewactwem oraz ekspansją muzułmańską, która wkroczyła już do Europy.

Proponujemy zatem radykalną zmianę podejścia powiązaną z jednoznacznym, wspólnym mocnym głosem hierarchów. Kościół nie może dalej milczeć i biernie czekać na rozwój wypadków

Należy się spodziewać, iż spór moralno-cywilizacyjny w najbliższych latach będzie w Polsce trwał nadal, tocząc się na dwóch poziomach. Podstawowym jest stan świadomości Polaków. Od tego przede wszystkim zależy, czy Polska pójdzie drogą którą niestety zmierzają inne kraje: przyzwolenia dla zabijania tak przed narodzeniem jak i  osób starszych i chorych; zrównywania małżeństwa i homozwiązków; dopuszczalności homoadopcji, itd. Etyka zawarta w nauczaniu Kościoła ma kluczowe znaczenie dla zachowania tradycyjnej, stanowiącej fundament moralności Europy. Rozwinięciem nauczania Kościoła jest działalność stowarzyszeń, ruchów i wszelkich podmiotów, których cele koncentrują się na propagowaniu wartości chrześcijańskich.

Po drugie istnieje poziom prawno-polityczny, na którym przekonania moralne znajdują swój wyraz w przepisach obowiązującego prawa. Podsumowując zdarzenia w tym obszarze z ostatniej kadencji parlamentarnej stwierdzić należy, iż kwestie moralne były wykorzystywane wyłącznie propagandowo, nie nastąpiły żadne realne działania.

Przede wszystkim w ten sposób potraktowana została kwestia ochrony życia. Deklaracje bardzo wielu polityków nie przełożyły się na przyjęcie stosownych ustaw. Uzgodnienie, iż projekt zostanie przedstawiony jako obywatelski zakończyło się tym, iż dopiero po kilku latach politycy zakwestionowali jego wartość merytoryczną, nie zgłaszając zastrzeżeń na wcześniejszych etapach, gdy trzeba było to ustalać. Ostateczne uwikłanie blokujące możliwość doprowadzenia do załatwienia sprawy nastąpiło w momencie deklaracji liderki strony społecznej o kandydowaniu w wyborach z listy ugrupowań partyjnych.

W końcówce rządów koalicji PO-PSL wprowadzono do systemu prawnego bardzo ułomne moralnie regulacje dotyczące zapłodnienia pozaustrojowego. Były one wówczas mocno krytykowane przez wielu polityków obecnie rządzącego obozu. Niestety, przez całą poprzednią kadencję nie uczyniono nic, by je zmienić.

Wiele słów nawet w ostatnim czasie padło w sprawie ochrony małżeństwa i dzieci przed propagowaniem homomałżeństw i homoadopcji. Niestety, również to nie idzie w parze z realnymi działaniami. W tym samym czasie Naczelny Sąd Administracyjny działa na rzecz wprowadzenia tych rozwiązań tylnymi drzwiami, drogą orzecznictwa tego sądu. Niedawno NSA orzekł, iż w Polsce należy uznawać, iż dziecko ma dwoje rodziców tej samej płci, jeśli dopuszcza to kraj urodzenia dziecka. Mimo tego, że powołując się na podstawowe zasady prawne Rzeczypospolitej sąd ten odmawiał takich decyzji - i dopiero z końcem 2019 roku siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego uznało iż taka sytuacja jest niezgodna z polskim prawem "Nie ma możliwości, by dokonać transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia, jeśli jako rodzice widnieją w nim osoby tej samej płci ").  Jednak jak się okazuje sprawa nie została zakończona - w ostatnich dniach Poseł Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (Lewica) wystąpiła z interwencją poselską ws. nadania numeru PESEL dziecku wychowywanemu za granicą przez dwie wrocławianki będące "w związku małżeńskim " pisząc w uzasadnieniu  m.in  : "tłumaczy się to niemożnością transkrypcji aktu urodzenia dziecka, ponieważ występują w nim dwie osoby tej samej płci wpisane jako matka A i matka B" – mówiła pełnomocniczka. Dodała, że sugerowano, aby zmienić akt urodzenia w taki sposób, żeby wykreślić jedną z matek, jednak - jak zaznaczyła - takie rozwiązanie jest sprzeczne z interesem dziecka" Poseł Dziemianowicz-Bąk podkreśliła, że "obecność obojga rodziców jest zabezpieczeniem interesów dziecka". "Z faktu bycia rodzicem wynika szereg obowiązków, w tym alimentacyjne czy obowiązek opieki. Sugestie, że należy pozbawić dziewczynkę zabezpieczenia ze strony jednego z rodziców są karygodne".

Mamy więc do czynienia z kolejną próbą wymuszenia pod płaszczykiem walki o dobro finansowe dziecka  określenia poprzez orzecznictwo sądów, iż rodzicami dziecka mogą być dwie matki lub dwóch ojców...

W uzasadnieniu innego orzeczenia NSA stwierdził, iż polska Konstytucja nie sprzeciwia się wprowadzeniu homozwiązków, mimo oczywiście odmiennego brzmienia postanowień ustawy zasadniczej.

Niestety - te próby zmian drogą orzecznictwa przepisów Konstytucji, nie spotkały się z żadną reakcją władzy ustawodawczej, polityków.

Chorwacki Trybunał Konstytucyjny orzekł, rodzicielstwo zastępcze powinno być dostępne dla par jednopłciowych - to przestroga, że orzekanie trybunałów konstytucyjnych w sprawach moralnych, jest zawsze ryzykiem. Jeśli można oczekiwać, iż jakieś rozwiązanie przyjmie wprost władza ustawodawcza, jest to znacznie bardziej bardziej transparentny i stabilny sposób działania. Dlatego źle się stało, iż polscy posłowie znowu próbują uciekać od odpowiedzialności w sprawie ochrony życia i rodziny, chowając się za plecami polskiego TK.

Przyczynę tego stanu rzeczy upatrujemy w upartyjnieniu kwestii moralnych. Stały się one niestety przedmiotem partyjnych rozgrywek a okazało się, iż żadna z partii nie traktuje ich serio, jak dla siebie najważniejszych. Stąd widoczne jest głównie zainteresowanie w manipulowaniu nimi dla podniecania emocji politycznych, a brak jest działań mających na celu ich realne załatwienie.

Taka diagnoza determinuje pogląd o konieczności zmiany strategii realizowanej przez organizacje społeczne, konieczność powrotu do tej, która była realizowana przed kilkoma laty. Postulaty moralne nie powinny być amunicją dla przeciwstawiania jednej partii drugiej. Należy powrócić do modelu poszukiwania poparcia dla takich projektów ustaw u polityków we wszystkich partiach ze świadomością, iż w każdym ugrupowaniu znajdą one zwolenników, ale zapewne w ostatnich rzędach, wśród szeregowych posłów mających faktycznie kontakt z wyborcami, a nie wśród liderów partyjnych, których stosunek do tych spraw nie różni się nadmiernie we wszystkich partiach. Taka ocena sytuacji wypływa ze świadomości, iż większość Polaków posiada w tych sprawach inne poglądy, niż elity polityczne dużo bardziej moralnie indyferentne i skłonne do instrumentalnego traktowania każdej sprawy dla korzyści partyjnych, również kwestii moralnych.

To dlatego nie jest korzystne upartyjnianie kwestii moralnych, gdyż ponadpartyjna moralna większość zostaje podzielona partyjnie ze szkodą dla możliwości wyartykułowania poparcia np. dla braku zgody na aborcję w przypadku podejrzenia zespołu Downa. Opowiada się za tym większość Polaków ale tylko tak długo, jak sprawa nie zostanie połączona z poparciem dla tej czy innej partii politycznej.

Nasza organizacja nieustannie postuluje, by w tej sytuacji w najbliższym czasie skoncentrować się nie na przekonywaniu lidera tej czy innej partii. Ze strony partyjnych liderów wystarczy nam, jeśli zagwarantują, że w ich ugrupowaniach nie będzie obowiązywać dyscyplina partyjna w sprawach moralnych. Na nakłonieniu liderów partyjnych do takich deklaracji będziemy się obecnie koncentrować.

Podobny dylemat dotyczy szerszego otoczenia cywilizacyjnego. Dotychczas poprzestawaliśmy najczęściej na prostej diagnozie, iż kierunek Europy Zachodniej jest nieodpowiedni i taka krytyka była dostatecznym wyjaśnieniem. Wraz ze wzmożeniem sporu o przyszłość Unii Europejskiej przestało to już wystarczać. Polityczne przełożenie takiej recepcji oznacza bowiem postulat polexitu. Problem w tym, iż nie chce tego zdecydowana większość Polaków. Znowu i w tym zakresie powstaje więc sytuacja, gdy możliwe staje się polityczno-partyjne odwodzenie Polaków od zasad moralnych pod pretekstem, iż ich porzucenie jest warunkiem pozostania w Unii.

W tej sytuacji nie można poprzestać na dotychczasowej strategii prostej negacji.

Świadomość, iż Polska w najbliższym czasie pozostanie w Unii, choćby z tego powodu, że chce tego większość Polaków, automatycznie prowadzi do dalszych wniosków. Jeśli chcemy zachowania tradycyjnej moralności w Polsce, musimy o to walczyć na szerszym polu, niż tylko krajowe. Czy nie do tego właśnie wzywał nas Jan Paweł II? Przecież to on zalecał nam wstąpienie do Unii Europejskiej ale po to, by wzmacniać tam chrześcijańskie korzenie Europy? Oczywiście, to postawa dużo trudniejsza niż całkowita negacja obecnej Europy i postulat wystąpienia z Unii. Wielu może nawet twierdzić, iż takie ambicje są nierealne.

Z drugiej strony jednak brak jest alternatywy, jeśli uznajemy po pierwsze, iż nie da się inaczej połączyć troski o wymiar moralny społeczeństwa z poglądami Polaków na temat Unii, a po drugie brak nawet gospodarczej alternatywy dla obecności Polski w Unii w chwili obecnej.

Należy skupić się na obronie podstawowych wartości chrześcijańskich, tak aby poszczególne istotne kwestie przestały być przedstawiane w oderwaniu od podstawowych norm etycznych wypracowanych przez pokolenia.

W imieniu Stowarzyszenia Europa Tradycja

Ryszard Skotniczny, Prezes

8.II.2020r.


Europa Tradycja

Stowarzyszenie Europa Tradycja

stowarzyszenie@europatradycja.pl      

Numer KRS: 0000763858         

2020, EuropaTradycja.pl